Złota polska jesień, ze swoimi rześkimi porankami i dywanami szeleszczących liści, to dla wielu właścicieli psów ulubiona pora na długie, swobodne spacery. Temperatury stają się bardziej znośne dla naszych czworonogów, co sprzyja intensywnej aktywności w parkach, lasach i na łąkach. Niestety, w świadomości wielu opiekunów wciąż pokutuje bardzo niebezpieczny mit, jakoby wraz z końcem lata i nadejściem pierwszych jesiennych chłodów problem pasożytów zewnętrznych całkowicie znikał. Nic bardziej mylnego. Przełom września i października to w rzeczywistości drugi, niezwykle gwałtowny szczyt aktywności ektopasożytów. Wilgotne poszycie, poranne mgły i opadające liście stanowią wręcz idealny mikroklimat dla kleszczy, a drastyczny spadek temperatur na zewnątrz sprawia, że pchły masowo szukają schronienia w naszych ciepłych, ogrzewanych domach. Zrozumienie jesiennej biologii tych pasożytów oraz znajomość odpowiednich procedur medycznych to absolutny fundament odpowiedzialnej opieki nad każdym psem.
Kleszcze w jesiennych liściach – milczący łowcy i technika poprawnego usuwania
Kleszcze należą do gromady pajęczaków i wbrew obiegowym opiniom, wcale nie wymierają we wrześniu. Do przetrwania, linienia i rozmnażania potrzebują jednego, kluczowego zasobu – krwi żywiciela oraz odpowiedniej wilgotności powietrza, którą jesień zapewnia im w nadmiarze. Kleszcze nie skaczą z drzew ani nie spadają z wysokich konarów. Najczęściej bytują aktywnie na wysokości od 20 do około 70 centymetrów nad ziemią, umiejscawiając się na czubkach traw, a jesienią – bardzo często w wilgotnych, gnijących warstwach opadłych liści, szeroko rozstawiając przednie odnóża. Czekają, aż potencjalna ofiara otrze się o ściółkę, by błyskawicznie chwycić się sierści. Ze względu na zawartość specjalnych substancji znieczulających oraz antykoagulantów w ślinie pajęczaka, moment samego wkłucia przez aparat gębowy jest dla psa całkowicie bezbolesny. Z tego powodu tak ważnym nawykiem jest dokładne sprawdzanie całej powierzchni ciała zwierzęcia po każdym jesiennym spacerze, zwracając szczególną uwagę na pachy, pachwiny, okolice uszu i pyska.

Kiedy znajdziemy wbitego kleszcza, kluczowy dla bezpieczeństwa psa jest czas jego usunięcia oraz odpowiednia technika. Należy używać specjalnych kleszczołapek, haczyków lub profesjonalnych pęset. Chwytamy pasożyta jak najbliżej powierzchni skóry i wyciągamy go pewnym, jednostajnym ruchem. Kategorycznie zabrania się smarowania kleszcza tłuszczem, alkoholem, przypalania czy polewania go środkami chemicznymi. Duszący się kleszcz gwałtownie wymiotuje zawartością swoich jelit, wtłaczając najgroźniejsze patogeny bezpośrednio do krwiobiegu psa. W warunkach domowych zdarzają się jednak błędy techniczne i nierzadko główka pasożyta urywa się pod skórą. Wielu spanikowanych właścicieli zastanawia się wówczas, jak wygląda urwany kleszcz i co należy z nim zrobić. Zazwyczaj w skórze pozostaje maleńka, czarna i twarda kropka (fragment aparatu gębowego). Weterynarze uspokajają: pozostawienie główki w skórze zazwyczaj nie zwiększa już znacząco ryzyka transmisji chorób, jednak może prowadzić do miejscowego stanu zapalnego czy powstania ropnia. Takie miejsce należy zdezynfekować, uważnie obserwować i w razie obrzęku skonsultować się z lekarzem.
Choroby wektorowe – wyścig z czasem w ratowaniu życia
Choroby wektorowe to zakażenia przenoszone na ludzi i zwierzęta przez organizmy pośredniczące, takie jak kleszcze, komary, pchły czy muszki. Sam wektor nie wywołuje choroby, ale przenosi groźne patogeny: wirusy, bakterie lub pasożyty.

Sam incydent ukąszenia przez kleszcza to dopiero początek problemu. W Polsce i w całej Europie Środkowej jednym z największych jesiennych zagrożeń jest babeszioza u psa, wywoływana przez mikroskopijnego pierwotniaka z gatunku Babesia canis, przenoszonego głównie przez kleszcza łąkowego. Kiedy pierwotniak dostanie się do krwiobiegu, atakuje i zaczyna gwałtownie niszczyć czerwone krwinki psa. Choroba rozwija się błyskawicznie.
Do pierwszych, alarmujących objawów należą: nagła apatia, dramatyczny spadek formy, utrata apetytu i bardzo wysoka gorączka (często powyżej 40 stopni Celsjusza). Wraz z postępującym rozpadem krwinek, błony śluzowe psa stają się upiornie blade lub zażółcone, a oddawany mocz przybiera rdzawy, wręcz ciemnobrązowy kolor (krwiomocz). Nieleczona w porę babeszioza prowadzi do skrajnego niedotlenienia tkanek, ostrego uszkodzenia nerek, obrzęku płuc i bolesnej śmierci zwierzęcia. Innym, równie poważnym patogenem atakującym jesienią są bakterie z rodzaju Anaplasma, które uderzają w białe krwinki lub płytki krwi, wywołując wysoką gorączkę, silny ból stawów, letarg i powiększenie węzłów chłonnych. Wczesna diagnostyka z krwi (rozmaz pod mikroskopem, testy PCR) oraz natychmiastowe wdrożenie celowanego leczenia mają w obu przypadkach krytyczne znaczenie dla przeżycia czworonoga.

Pchły w sezonie grzewczym – skomplikowany cykl i reakcje alergiczne
O ile kleszcze żerują w opadłych liściach, o tyle jesień to czas, gdy pchły zaczynają szukać ciepła. Gdy temperatura na zewnątrz spada, a my włączamy w domach centralne ogrzewanie, tworzymy idealne warunki do rozwoju tych owadów w naszych salonach i sypialniach. Dorosłe, skaczące owady stanowią zaledwie 5% całej populacji inwazyjnej. Pozostałe 95% to mikroskopijne jaja, larwy i odporne poczwarki rozwijające się w szparach podłogowych, na dywanach czy w psich legowiskach. Zdarza się, że właściciele nie zauważają dorosłych owadów, a jedynym sygnałem alarmowym są czarne kropki u psa na brzuchu, w pachwinach i u nasady ogona. To odchody pcheł, składające się z przetrawionej krwi. Wystarczy położyć je na mokrym ręczniku papierowym – jeśli wokół nich pojawi się rdzawoczerwona obwódka, oznacza to niepodważalną obecność dorosłych pcheł na zwierzęciu.
Dla wielu psów ukąszenie pchły to coś więcej niż chwilowy świąd. Ślina tych owadów zawiera białka i enzymy, które funkcjonują jako niezwykle agresywne alergeny. Nawet jedno pojedyncze ukąszenie potrafi wywołać Alergiczne Pchle Zapalenie Skóry (APZS). Zwierzę zaczyna się panicznie drapać i metodycznie wygryzać własną sierść (najczęściej w okolicy lędźwiowo-krzyżowej), prowadząc do powstawania tzw. „hot-spotów” (sączących się ropą ran) oraz trudnych do wyleczenia infekcji bakteryjnych. Terapia APZS wymaga opieki dermatologicznej, łagodzenia świądu sterydami oraz bezwzględnej, rygorystycznej eliminacji pcheł i ich larw z całego środowiska domowego.
Jesienna prewencja to podstawa
Biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost zachorowań na choroby wektorowe w jesieni, przerywanie stosowania preparatów przeciwpasożytniczych tuż po zakończeniu wakacji jest kardynalnym błędem. Kleszcze są aktywne nawet zimą, dopóki temperatura podłoża nie spadnie trwale poniżej zera, a pchłom w naszych ogrzewanych domach nie przeszkadza nawet najtęższy mróz na zewnątrz. Nowoczesna farmakologia oferuje np. sprawdzone krople spot-on. Całoroczna prewencja połączona z codziennym sprawdzaniem sierści i natychmiastową reakcją na najmniejsze zmiany w zachowaniu psa to najlepsze, co możemy zrobić dla zdrowia naszego czworonożnego przyjaciela w te jesienne miesiące.
Niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie zastępuje profesjonalnej porady medycznej. W przypadku znalezienia kleszcza u zwierzęcia lub zaobserwowania niepokojących objawów zawsze skonsultuj się z lekarzem weterynarii. Przed użyciem jakiegokolwiek produktu leczniczego weterynaryjnego należy uważnie przeczytać ulotkę dołączoną do opakowania.
Artykuł sponsorowany

Od lat mam słabość do zwierzaków i traktuję je jak pełnoprawnych domowników. Lubię obserwować zachowania, szukać przyczyn problemów i wybierać rozwiązania, które realnie poprawiają komfort pupila. Stawiam na praktykę, zdrowy rozsądek i proste wskazówki, które da się wdrożyć od razu. Jeśli coś jest marketingowym bajerem, wolę powiedzieć wprost niż owijać w bawełnę.

